Atalanta znów zagrała dwa różne mecze w jednym
Porażka 2:3 z Milanem wrzuciła zespół z powrotem w temat, który ciągnie się od początku sezonu pod wodzą Maurizio Sarriego. Atalanta potrafi wejść w fragment spotkania z dobrym rytmem i lepszym ustawieniem, ale wciąż nie utrzymuje tego przez dłuższy odcinek. Na San Siro pierwsza część wieczoru była wyraźnie po stronie gospodarzy. Milan prowadził 3:0, do tego miał słupek, niewykorzystany rzut karny i jeszcze jedną nieuznaną bramkę.
Dopiero końcówka przyniosła reakcję, która pozwoliła zejść do 2:3 i realnie postraszyć rywala. Tego nie da się jednak oddzielić od wcześniejszych problemów. Atalanta miała trudności z organizacją bez piłki, gorzej łapała odległości między formacjami i zbyt długo oddawała inicjatywę. Przy przebudowie gry z krycia indywidualnego na ustawienie bardziej strefowe takie wahania są widoczne, ale przy obecnym kalendarzu nie ma wiele czasu na spokojne poprawki.
Problemy kadrowe najmocniej uderzają w obronę
Sytuację komplikuje stan kadry. Niedostępnych jest czterech z pięciu środkowych obrońców, a przed listopadową przerwą Atalanta ma jeszcze sześć meczów. Przy takiej liczbie spotkań trudno szukać stabilności, zwłaszcza kiedy zmiany personalne wymusza nie forma, tylko lista urazów. W poprzednich dniach dało się zobaczyć lepsze fragmenty przeciwko Venezia i Pafos, ale mecz z Milanem pokazał, że z silniejszym przeciwnikiem margines błędu pozostaje bardzo mały.
W takich warunkach jeszcze większa odpowiedzialność spada na piłkarzy ofensywnych. Atalanta potrzebuje większej regularności od Charlesa De Ketelaere, Lazara Samardžicia i Jonathana Rowe’a. W Mediolanie żaden z nich nie pociągnął drużyny od początku meczu, a poprawa przyszła dopiero po zmianach.
Zalewski wykorzystuje swoje minuty
Wśród zawodników, którzy w ostatnich dniach dali konkret, najmocniej wybija się Nicola Zalewski. W spotkaniu z Pafos wywalczył rzut karny na 2:0, a z Milanem po wejściu z ławki uruchomił Gaetano przy akcji bramkowej na 3:1. To nie są liczby budowane na pojedynczym błysku w jednym meczu, tylko dwa ważne zagrania w odstępie czterech dni.
Zalewski wszedł na San Siro w 59. minucie za Rowe’a i od razu dał więcej życia na boku boiska. Pomógł w lepszym zajmowaniu przestrzeni, przyspieszył kilka akcji i był jednym z tych, po których wejściu Atalanta zaczęła częściej utrzymywać piłkę bliżej pola karnego rywala. Przy urazie Raspadoriego i zawieszeniu Elmasa w lidze jego pozycja w rotacji rośnie. Może grać szeroko po lewej lub prawej stronie, a ta elastyczność szybko robi się cenna.
Wyjazd do Amsterdamu po porażce z Milanem
Najbliższy wyjazd do Amsterdamu wypada w chwili, gdy Atalanta nadal szuka ciągłości w grze i odpowiedzi personalnych z przodu. Po 3:1 z Pafos i 3:1 z Venezia można było liczyć, że zespół utrzyma kierunek także przeciwko mocniejszemu rywalowi. Zamiast tego wróciły stare kłopoty, przede wszystkim z przebiegiem pierwszej godziny spotkania.
Dlatego po meczu z Milanem bardziej niż sam zryw w końcówce liczy się to, kto dał podstawy, by dostać większą rolę już w następnym występie. Zalewski jest na tej krótkiej liście. Atalanta potrzebuje teraz nie tylko reakcji z ławki, ale też zawodników, którzy od pierwszych minut pomogą utrzymać porządek i tempo gry na poziomie, którego brakowało w Mediolanie.






