Marassi jeszcze nie zdążyło opaść z emocji po golu w doliczonym czasie, a w Zingonii nie było miejsca na świętowanie. Po zwycięstwie w Genui zespół wrócił do pracy natychmiast. Plan jest prosty i bezlitosny: przygotować się na mecz kończący rok, czyli starcie z Interem na New Balance Arena, w tygodniu, który zapowiada się intensywnie.
Dzień po Genui: praca od rana i podział na dwie prędkości
Poranek w Centro Bortolotti wyglądał jak klasyczny „day-after”, tylko że z wyraźnym ciężarem dużego meczu w tle. Sztab Raffaele Palladino rozpisał zajęcia według obciążeń z Ferraris. Zespół został podzielony na dwie grupy.
Zawodnicy, którzy zagrali dużo minut w Genui, mieli jednostkę stricte regeneracyjną. Reszta kadry, w tym piłkarze, którzy weszli w końcówce albo zostali na ławce, pracowała normalnie na pełnych obciążeniach.
W planie od razu zapisano ciąg dalszy. Kolejny trening wyznaczono na wtorkowy poranek. Nie ma tu układanki w stylu „zobaczymy”. Każda godzina ma zostać wykorzystana pod przygotowanie meczu z Interem.
Raport zdrowotny: Bakker na murawie, Djimsiti i Bellanova wciąż na terapii
W kadrze nadal nie ma przełomu, ale pojawiają się sygnały, które precyzują, jak wygląda powrót do pełnej dyspozycji.
Mitchel Bakker kontynuuje pracę indywidualną na boisku. Sam fakt, że wrócił do treningu na murawie, jest traktowany jako krok w dobrą stronę na drodze do powrotu do grupy.
Berat Djimsiti i Raoul Bellanova pozostają poza grą. Obaj pracują wyłącznie w trybie zabiegów i terapii. W przypadku Djimsitiego pojawia się też jasna ocena, że zdążenie z powrotem na mecz z Interem jest skomplikowane. Sytuacja całej dwójki ma być monitorowana w kolejnych dniach, żeby dokładniej określić czas powrotu.
Musah: przewaga liczebna potrafi utrudnić, a nie ułatwić
Wieczór w Genui zostawił jedną powtarzającą się myśl, która przewija się w kilku pomeczowych głosach: gra z jednym zawodnikiem więcej nie jest automatycznie prostsza. Yunus Musah ujął to wprost, tłumacząc, dlaczego mecz z rywalem cofniętym głęboko potrafi wciągnąć w frustrację:
„Nie da się tego przewidzieć. Kiedy drużyna zostaje w dziesięciu i tak mocno cofa się do tyłu, trudno jest się przez nią przebić”.
Potem dodał rzecz kluczową z perspektywy mentalnej:
„Trudno jest zachować cierpliwość i nie wpaść we frustrację. Zrobiliśmy to dobrze, nie odpuściliśmy do końca”.
W innym ujęciu, już po golu w końcówce, Musah opisał radość, która wybuchła w drużynie po bramce zdobytej po tak długim czekaniu:
„Kiedy cierpisz tak bardzo, żeby strzelić gola, a potem trafiasz na końcu, widać radość wszystkich. To zasłużone zwycięstwo”.
Wrócił też do taktycznego paradoksu: łatwiej gra się przeciwko zespołowi, który wychodzi wyżej i zostawia przestrzenie, niż przeciwko drużynie, która broni we własnym polu karnym niemal całym składem:
„Mówi się, że drużyna grająca w dziesięciu jest ukarana, ale oni ustawili się z tyłu bardzo kompaktowo. Gdy ktoś wychodzi wysoko, otwierają się przestrzenie. Kiedy wszyscy bronią nisko, trudno je znaleźć”.
Radość z pierwszego składu i impuls na dalszy ciąg
Dla Musaha ten mecz miał też wymiar osobisty, bo zagrał od pierwszej minuty. Opisał to w sposób, który dobrze oddaje atmosferę takich wieczorów:
„Jestem naprawdę bardzo szczęśliwy. Czekałem na ten moment od jakiegoś czasu. Byłem szczęśliwy jak przy debiucie. Dałem z siebie maksimum i cieszę się z wygranej”.
Taki głos jest o tyle ważny, że dobrze pasuje do obrazu drużyny budowanej szerzej niż tylko przez jedenastkę. W Genui, przy meczowym scenariuszu pełnym cierpliwości, wkład zawodników wchodzących z ławki realnie popchnął spotkanie w stronę końcówki, którą dało się „dobić” stałym fragmentem.
Pašalić: są sprawy większe niż piłka
W pomeczowych wypowiedziach pojawił się też akcent, który wykracza poza boisko. Musah na koniec wrócił do Mario Pašalicia, podkreślając, że drużyna myśli o koledze przeżywającym trudny moment:
„Wiele rzeczy jest większych niż piłka. Nasz przyjaciel Mario cierpi (śmierć ojca) i mamy nadzieję, że to zwycięstwo przyniosło mu choć odrobinę satysfakcji”.
W innym opisie sytuacji zapisano, że decyzja o ewentualnej obecności Pašalicia w kadrze ma zapaść dopiero na końcu, z szacunkiem do jego stanu i woli. W tym ujęciu piłka zostaje na chwilę z boku, a drużyna ma po prostu być drużyną.
Inter na New Balance Arena: końcówka grudnia z ciężarem dużej nocy
Kalendarz nie daje wytchnienia. Mecz 17. kolejki został zaplanowany na niedzielę 28 grudnia o 20:45 na New Balance Arena. W zapowiedzi tej końcówki roku dominuje jedno słowo: „test”. Po takim zwycięstwie, jakie padło w Genui, łatwo jest popłynąć na fali emocji. Rzeczywistość wymaga jednak chłodu.
Z jednej strony widać rosnące ambicje i poprawę wyników. Z drugiej strony pozostaje temat braków kadrowych i konieczność odzyskiwania ludzi z urazów. W tym samym rytmie pojawia się też obraz atmosfery w Bergamo przed przyjazdem Interu: duża noc, wysoka temperatura trybun i przekonanie, że takie mecze definiują końcówkę roku.
Stawka Europy i liczby, które wracają przy końcu roku
W tej samej opowieści o końcówce grudnia pojawia się jeszcze jedna oś: Europa. Atalantę dzieli 180 minut od końca fazy ligowej Ligi Mistrzów, a celem jest miejsce w pierwszej ósemce, które daje bezpośredni awans do 1/8 finału bez przechodzenia przez play-offy.
Wątek sportowy jest spleciony z finansowym. Kwota 13 mln euro, która ma wynikać z połączenia premii UEFA, market pool i wpływów meczowych. Z tego powodu mecz z Interem nie jest traktowany wyłącznie jako ligowy hit. Ma być także próbą generalną przed tym, co czeka na europejnej scenie na przełomie roku.
