Pierwsza porażka sezonu to nie tylko trzy stracone punkty – to symptom głębokich problemów strukturalnych w zespole Ivana Juricia. Po 10 kolejkach La Dea zgromadził zaledwie 13 punktów, co stanowi najgorszy początek od siedmiu lat, od czasów „sezonu handicapu” w 2018-19. Większym problemem niż sama pozycja w tabeli jest to, co się dzieje na boisku: apatia, brak konwencji, zagubiona tożsamość.
Dwa miesiące głodu
Ostatnia wygrana Atalanty w Serie A to wciąż gol 3-0 w Turynie z 21 września – dokładnie dwa miesiące temu. Od tamtej pory: siedem remisów, bez zwycięstw, bez gier, które byłyby warte zapamiętania. Ta nie jest porażka izolowanym epizodem, lecz naturalnym zakończeniem procesu rozpadu, który trwał znacznie dłużej.
Gdzie zniknęła Dea?
To już nie jest drużyna, którą poznaliśmy przez lata – maszyna do piłki nożnej, która drażniła i przytłaczała przeciwników. Dzisiaj: posiadanie bez pomysłu, brak intensywności, niedostrzegalny Lookman, rozpaczliwy Scamacca, coś bliskiego duchowi z Zalewskim. Ederson zablokowany, Pasalic nie do poznania, De Ketelaere nieśmiały.
To, co szczególnie boli, to znika charakterystyczna zaciekłość Dei – jej genetyczna cecha. Gryźć, walczyć, naciskać – to była Atalanta.
Juric pod lupą
Juric był szczerze zrozpaczony po porzuceniu w Udine. Jednak jego wybory również budzą pytania: Scamacca, który wciąż nie znalazł się, Sulemana, który potem był niemrawy, rotacje, które zamiast energizować zespół, rozpraszają.
Perspektywa: Marsylia i Sassuolo to wyrok
Dwa mecze przed przerwą to nie tylko spotkania – to wyrok. Marsylia w Lidze Mistrzów, potem Sassuolo w lidze krajowej. Jeśli Atalanta nie wykaże zdecydowanej reakcji, Percassich nie będą mogli dalej sobie pozwolić na ociąganie się.
Na stole już są nazwiska: Raffaele Palladino i Thiago Motta, ale Bortolo Mutti, były trener Dei, mówi coś innego – nie potrzeba rewolucji, potrzeba przebudzenia od wewnątrz.
