Atalanta znalazła się w nietypowym dla siebie momencie. Seria pięciu ligowych remisów z rzędu, pomimo często dominującej gry, wywołała w Bergamo gorącą debatę. Zespół tworzy, dominuje, ale nie wygrywa. Trener Jurić, poszukuje złotego środka, balansując między taktyczną dyscypliną, a potrzebą ofensywnej odwagi. Klucz do przełamania impasu może jednak leżeć w powrocie do korzeni – do gry z klasycznym środkowym napastnikiem.
Paradoks xG i zablokowana ofensywa
Według statystyk Atalanta jest zespołem, który pod względem jakości i liczby stwarzanych sytuacji zasługuje na miejsce w ścisłej czołówce Serie A, tuż za Interem i Napoli. Zespół generuje średnio ponad 15 klarownych okazji na mecz, co jest jednym z najlepszych wyników w Europie. Jednocześnie solidna defensywa sprawia, że wskaźnik oczekiwanych bramek straconych pozostaje na niskim poziomie.
Gdzie więc leży problem? W skuteczności. Sześć z dwunastu meczów w tym sezonie zakończyło się remisem 1:1, a w trzech spotkaniach Atalanta nie potrafiła zdobyć ani jednej bramki. „Brakuje nam jakości i zimnej krwi pod bramką” – przyznaje sam Jurić, podkreślając jednocześnie, że jego drużyna niemal zawsze jest stroną dominującą.
Juricia gra na alibi czy to przemyślana strategia?
Podejście trenera budzi mieszane uczucia. W ostatnim, prestiżowym meczu z Milanem, Jurić zdecydował się na manewr taktyczny, rezygnując z klasycznego napastnika na rzecz Mario Pasalicia ustawionego za plecami Charlesa De Ketelaere i Ademoli Lookmana. Tę decyzję ostro skrytykował ceniony dziennikarz Arturo Zambaldo. „Mam wrażenie, że Jurić myślał głównie o tym, by nie przegrać. Z takim Milanem Gasperini wystawiłby pięćdziesięciu napastników” – stwierdził, zarzucając obecnemu szkoleniowcowi brak odwagi i odejście od mentalności zwycięzców.
Sam Jurić broni jednak swoich wyborów. Uważa, że drużyna gra na bardzo wysokim poziomie, a zmiana ustawienia w końcówce meczu z Milanem niosłaby ze sobą zbyt duże ryzyko w stosunku do potencjalnych korzyści. Jego zdaniem, kluczem nie są radykalne zmiany, lecz cierpliwa praca nad precyzją w ostatniej fazie akcji.
Powrót do 9: Scamacca czy Krstović?
Włoska prasa, w tym La Gazzetta dello Sport, jest przekonana, że punktem zwrotnym ma być powrót do gry z typowym caentralnym napastnikiem. Tu rysują się dwie główne opcje: Gianluca Scamacca lub Nikola Krstović.
Gianluca Scamacca, wracający do pełni formy, to nadzieja na odtworzenie „tridente z Dublina” razem z De Ketelaere i Lookmanem. „Gianluca rośnie z każdym dniem. Nie wiem, czy zagra od początku już jutro, ale w przyszłości mam nadzieję regularnie korzystać z tego trio” – deklaruje Jurić.
Z drugiej strony jest Nikola Krstović, w którego trener pokłada ogromną wiarę. Pomimo że napastnik z Czarnogóry ostatnio gra poniżej oczekiwań, Jurić podkreśla jego charakter i zaangażowanie. „Głęboko w niego wierzę, także jako w człowieka. Przeskok, jakiego dokonał, nie był łatwy, ale gdy dostanie szansę, odpłaci się z nawiązką” – mówi szkoleniowiec. Wtóruje mu agent Vincenzo Cavaliere, który odważnie stwierdził: „Nikola może być lepszy niż Retegui. To pokorny i zdeterminowany chłopak z `golem we krwi`”.
Czas na decyzje
Atalanta stoi na rozdrożu. Czy Ivan Jurić pozostanie wierny swojej filozofii kontroli i rotacji, licząc, że skuteczność w końcu przyjdzie? Czy też posłucha głosów domagających się większej odwagi i postawi wszystko na jedną kartę, wracając do klasycznego ustawienia z napastnikiem, który ma być lekiem na całe zło? Najbliższy mecz z Udinese może dać pierwszą odpowiedź na to pytanie.
