W trzech meczach fazy ligowej Ligi Mistrzów Atalanta oddała 49 strzałów, z czego 9 było celnych, 22 niecelne, a 18 zostało zablokowanych. Z dorobku bramkowego wypadają skromne 2 gole, oba w starciu z Club Brugge, w tym tylko jeden z akcji. To zestawienie dobrze tłumaczy dysonans między dużą aktywnością w ataku, a realnym zyskiem bramkowym.
0-0 ze Slavią
Remis ze Slavią był kwintesencją dotychczasowego problemu z finalizacją. Atalanta miała 56 procent posiadania i 22 uderzenia, ale tylko 5 w światło bramki. Najlepsze okazje zmarnowali napastnicy: Nikola Krstović dwukrotnie był bardzo blisko otwarcia wyniku, a po przerwie Gianluca Scamacca główkował nad poprzeczką i raz zmusił bramkarza gości do trudnej interwencji. Mecz pokazał, że zespół konsekwentnie dochodzi do sytuacji – brakuje jednak precyzji w ostatniej fazie akcji.
Główni aktorzy
Ivan Jurić po meczu podkreślał, że w dwóch ostatnich spotkaniach zespół miał łącznie 15 klarownych szans i żadnej nie zamienił na bramkę. Wskazał na „coś, co nie działa w trzeciej tercji” i apelował o cierpliwość, zwłaszcza przy wprowadzaniu po kontuzjach Gianluki Scamacci. Zwrócił też uwagę, że Nikola Krstović wykonuje wiele pożytecznej pracy, ale brakuje mu wykończenia.
Ederson zwrócił z kolei uwagę na „ostatnie podanie” i decyzje w polu karnym. Zaznaczył, że samo dochodzenie do sytuacji wymaga dużej organizacji i jakości, a zespołowi „brakuje jeszcze odrobiny chłodu” w finalizacji. Obaj akcentują to samo: mechanika akcji działa, lecz bez kropki nad i.
Po stronie plusów jest tempo i wolumen tworzenia sytuacji oraz coraz solidniejsza obrona. Po stronie minusów – dokładność ostatniego podania i wykończenie, co już kosztowało dwa punkty w meczu ze Slavią. Skoro zespół regularnie dochodzi do okazji, najbardziej oczywistą dźwignią pozostaje jakość decyzji w polu karnym i chłodna głowa strzelców.
