Porażka u siebie z Cagliari boli nie tylko wynikiem, ale też tym, jak do niej doszło. Po meczu najczęściej wracają dwa wątki – praca w ostatniej fazie ataku oraz organizacja gry bez piłki w kluczowych momentach.
Atalanta przez długie fragmenty była w stanie utrzymać rywala nisko i regularnie przenosić grę na jego połowę. Problem zaczynał się wtedy, gdy akcje dochodziły do strefy pod bramką – brakowało precyzji ostatniego podania, lepszego wyboru w finałowej decyzji i konkretu przy wykończeniu. To nie był mecz, w którym zabrakło samego dojścia do sytuacji. Zabrakło jakości w ostatnich metrach, która zamienia przewagę w realne zagrożenie.
Dużo gry do przodu, za mało konkretu w polu karnym
Zespół z Bergamo częściej operował piłką na połowie Cagliari i częściej kończył akcje strzałem. Liczby z meczu są wymowne: 22 uderzenia Atalanty przy 5 próbach rywala. Jednocześnie strzały celne wypadły na korzyść gości – 5-4 dla Cagliari. To dobrze podsumowuje wieczór: produkcja była, ale precyzji i skuteczności zabrakło.
W ataku pozycyjnym lepiej wyglądała sama konstrukcja. Więcej było przyspieszeń i podań do przodu zamiast krążenia bez ryzyka. Najciekawsze fragmenty pojawiały się prawą stroną – w szybkich wymianach Samardžicia z De Ketelaere oraz przy dynamicznych wejściach Bellanovy. Tyle że po wejściu w okolice pola karnego często nie było tego jednego dokładnego zagrania, które otwiera obronę, albo spokoju w finalizacji.
Gol stracony po błędach w ustawieniu i odczycie ruchu rywala
Drugi kłopot dotyczył defensywy. Przy bramce na 0:1 podkreślano przede wszystkim złe decyzje całej linii – spóźnione reakcje, niewłaściwe odległości i gorszą koordynację przy ruchu przeciwnika. W tym ujęciu nie chodzi o jedną pomyłkę jednego zawodnika, tylko o wspólne mechanizmy: kto przejmuje zawodnika, kiedy linia ma wyjść wyżej, a kiedy zabezpieczyć przestrzeń.
Widać też, że zgranie w obronie wciąż jest pracą w toku. Para Scalvini – Kossounou nie przekonała pełnym występem, a Kolašinac zaliczył wieczór do szybkiego zapomnienia. Na tle reszty wyróżniano Bellanovę za powroty i jakość przy wyprowadzeniu.
Kessié na plus, Rowe z debiutem i momentami w pojedynkach
Wśród pozytywów po stronie Atalanty pojawił się występ Kessiego. Oczekiwania były ostrożne po wcześniejszym słabszym epizodzie, a tym razem dał środkowi pola sporo równowagi i fizyczności. Do tego było widać osobowość w grze bez piłki i w pojedynkach.
Swoje pierwsze minuty zaliczył też Jonathan Rowe. Występ był nierówny – spokojniejsza pierwsza połowa i lepsza druga – ale w pojedynkach jeden na jednego pokazał cechy, na których Atalanta może budować rozwiązania w ataku.
Końcówka i wariant z ustawieniem 4-2-3-1
W końcówce pojawiła się próba z ustawieniem 4-2-3-1. Nie przyniosła od razu efektu na tablicy, ale jest to sygnał, że sztab szuka wariantów na momenty, w których trzeba dodać zawodnika między liniami i podkręcić grę w półprzestrzeniach. W takim układzie istotne może być ustawienie Raspadoriego bliżej napastnika, za plecami „dziewiątki”.
Pod pole karne Atalanta dochodzi regularnie, ale bez lepszych decyzji i precyzji w ostatnich 20 metrach przewaga będzie się rozłazić. A z tyłu każda gorsza interpretacja ruchu rywala może kosztować punkty, nawet przy dominacji w posiadaniu i liczbie strzałów.






