Po pierwszych czterech kolejkach pracy Maurizio Sarriego liczby nie wyglądają komfortowo: Atalanta ma 6 punktów, a różnica bramek po tym etapie wynosi zero. Sama tabela jeszcze nie przesądza o niczym, ale to, co widać w danych meczowych, wskazuje na konkretne pola do szybkiej poprawy – zarówno w ataku, jak i w zachowaniach bez piłki.
Za mało strzałów Atalanty, za dużo prób rywali
Najbardziej rzuca się w oczy relacja między tym, ile Atalanta potrafi wyprodukować pod bramką rywala, a ile pozwala stworzyć przeciwnikom. Średnio wychodzi 12 strzałów na mecz po stronie Atalanty i 19,25 oddanych przez rywali. To połączenie jest groźne nawet wtedy, gdy bramkarz i obrona „dowiozą” kilka sytuacji, bo w kolejnych spotkaniach taki bilans prób zwykle kończy się stratami.
Mecz z Cagliari przyniósł częściową zmianę w samym przebiegu gry. Atalanta wyraźnie podniosła produkcję ofensywną – oddała 22 strzały – i ograniczyła liczbę prób rywala. Problem w tym, że jakość wykończenia wciąż nie poszła w górę w takim stopniu, jak sama liczba uderzeń. W dodatku te nieliczne strzały, na które pozwolono Cagliari, miały być groźne, bo wszystkie były celne.
Celność pod bramką nadal nie rośnie
W szerszej perspektywie czterech kolejek widać też, że sama „ilość” nie wystarcza, jeśli brakuje celności. Atalanta notuje średnio 3,75 strzału w światło bramki na mecz. To zbyt mało, by regularnie wygrywać spotkania z zespołami, które potrafią odpowiedzieć jednym dobrym fragmentem.
Problemy w obronie przy pionowych atakach i w nowej czwórce z tyłu
Drugim punktem jest faza obronna w nowym ustawieniu. Przejście na linię czterech obrońców wymaga innych odległości między formacjami i lepszej synchronizacji, szczególnie gdy rywal gra prostopadle i szuka miejsca za plecami. W starciu z Cagliari było widać momenty spóźnionych reakcji i problemy z czytaniem sytuacji w głębi pola – zwłaszcza przy akcjach, w których przeciwnik atakował szybko w wolną przestrzeń. W takich fragmentach zabrakło też koordynacji między obrońcami, przez co pojedyncze spóźnienie jednego zawodnika „otwierało” cały blok.
Samardžić jako „ósemka”: więcej gry w środku i bramki z drugiej linii
Na tle tych trudności wyraźnie wybija się rola Lazara Samardžicia. Start sezonu pokazuje go w innym miejscu boiska i z większą odpowiedzialnością w budowaniu akcji. W pierwszych sześciu występach zagrał sześć razy, z czego cztery razy od początku, a Sarri korzysta z niego jako z technicznej „ósemki”. Ta zmiana jest widoczna nie tylko w ustawieniu, ale i w tym, jak często Samardžić ma kontakt z piłką – może zejść niżej po rozegranie, przyspieszyć podaniem i dołączyć do akcji w okolicach pola karnego.
Konkrety też się zgadzają. Atalanta strzeliła dotąd pięć goli, a dwa z nich dała linia pomocy: Éderson trafił w Rzymie, a Samardžić rozstrzygnął mecz z Bologną golem w doliczonym czasie na 1:0. Samardžić w meczu z Cagliari miał też świetną okazję na wyrównanie – po wejściu w pole karne i uderzeniu czubkiem buta w 76. minucie, ale piłka minęła słupek.
Pięć goli po czterech kolejkach: atak wciąż bez płynności
W ofensywie problemem pozostaje brak stabilnej jakości w ostatniej tercji. Po czterech kolejkach pięć bramek to wynik wyraźnie niższy niż na tym samym etapie poprzedniego sezonu (wtedy było dziewięć). Włoskie media zwracają uwagę na fakt, że atak wciąż „się dociera”, a zespół ma za sobą dopiero początek pracy w 4-3-3, z nowymi rolami w środku pola.






