Atalanta zrobiła swoje i zgarnęła trzy punkty z Hellasem Verona, wygrywając 1:0 po trafieniu Davide Zappacosty w 37. minucie. Wynik jest najważniejszy, ale po meczu w wypowiedziach naszych zawodników wybrzmiało jasno, że to nie był wieczór bez kosztów, zwłaszcza nerwowych.
Zappacosta: cel jest jasny – strefa Ligi Mistrzów
Zappacosta, bohater spotkania, nie ukrywał, że w ostatniej prostej sezonu cel jest oczywisty. Zapytany o realność walki o Ligę Mistrzów odpowiedział krótko i konkretnie: zespół zawsze chce być w tej strefie i daje z siebie maksimum, by być jak najwyżej. I że dokładnie to samo Atalanta zamierza robić do końca rozgrywek.
Scalvini o końcówce: takich „dreszczy” można było uniknąć
Giorgio Scalvini mocno podkreślił to, co widzieliśmy na boisku w końcówce – przewaga była minimalna, a Verona do ostatnich sekund szukała wyrównania. Nasz obrońca przyznał wprost, że „mogliśmy uniknąć kilku dreszczy w finale”. To ważna uwaga, bo przy prowadzeniu 1:0 margines błędu jest zerowy, a jeden gorszy moment potrafi zabrać dwa punkty.
Zmęczenie po środzie i zarządzanie siłami na finiszu
Scalvini zwrócił też uwagę na zmęczenie po środowym meczu – bez szukania wymówek, raczej jako wyjaśnienie, skąd brały się spóźnione reakcje i brak świeżości w drugiej części spotkania. W praktyce to cenna informacja w kontekście zarządzania siłami, bo przy intensywnym kalendarzu każdy mecz wygrany „na oparach” ma podwójną wartość.
1:0, czyste konto i trzy punkty – Atalanta dowiozła wynik
Najlepsze w tym wszystkim jest jedno – nawet jeśli końcówka była chaotyczna, a rywal naciskał, Atalanta dowiozła czyste konto i komplet punktów. A to dokładnie ten typ zwycięstw, który buduje miejsce w czołówce: gdy nie wszystko działa idealnie, a mimo to zgarnia się wynik.
W meczu z Veroną Palladino posłał do boju ustawienie 3-4-2-1. Zappacosta zagrał od początku i został zmieniony dopiero w końcówce, a w ostatnich minutach trener wprowadzał kolejne roszady (m.in. Hien, Musah, Raspadori, Samardzic), żeby zabezpieczyć wynik. To się udało – teraz kluczowe będzie, by poprawić kontrolę końcówek i jednocześnie utrzymać intensywność, o której Scalvini mówił wprost: granie co trzy dni zawsze zostawia ślad w nogach.
