Latem Atalanta zainwestowała 17 mln euro w Nicolę Zalewskiego, choć kilka tygodni wcześniej Inter wykupił go z Romy za 8 mln. Skala różnicy wywołała polemiki i zainteresowanie Codaconsu, które zwróciło uwagę na marżę transakcji. Klub odpowiadał jednak czynem na boisku: po sprzedaży Matteo Ruggeriego do Atletico Madryt na lewej stronie powstała realna luka i Ivan Jurić wskazał Zalewskiego jako priorytet z przyczyn sportowych, a nie „księgowych”.
Ważny jest również kontekst relacji. Jurić poznał Zalewskiego w Romie — tam nawiązała się nić porozumienia, która w Bergamo przerodziła się w pełne zaufanie. Od początku sezonu Zalewski wychodził w podstawowym składzie, a szkoleniowiec mówił po meczu z Lecce, że ma jeszcze duże rezerwy i łączy „jakość techniczną z pracą bez piłki” — w tym spotkaniu pokazał oba te elementy.
Mecz z Lecce był pokazaniem jego roli. Asysta z rożnego przy golu Giorgia Scalviniego, trafienie na 3:0 po zejściu do środka oraz poprzeczka z rzutu wolnego — dokładnie te akcenty wymienia raport Football Italia. Po końcowym gwizdku Zalewski mówił w DAZN, że od początku czuje zaufanie „ze strony klubu, trenera i drużyny”, a ten występ to efekt pracy ostatnich tygodni. W rozmowie doprecyzował osobisty cel: „chcę strzelać gole i notować asysty, by realnie pomagać zespołowi”.
W takim świetle pierwotnie krytykowana inwestycja zaczyna wyglądać inaczej — „mniej ryzykownie” wraz z kolejnymi meczami. Dla Atalanty to dziś pełnoprawny, nowoczesny wahadłowy w projekcie Juricia, a nie eksperyment „na przyszłość”.
