To był wieczór, który zostaje na lata. Atalanta odrobiła stratę z Dortmundu, wygrała w Bergamo 4:1 z Borussią Dortmund i awansowała do 1/8 finału Champions League. Pierwszy mecz zakończył się porażką 0:2, więc margines błędu praktycznie nie istniał. Drużyna Palladino od pierwszego gwizdka weszła w spotkanie tak, jakby miała jeden cel: odwrócić wszystko natychmiast i do końca.
W kolejnej rundzie na drodze Atalanty stanie Arsenal albo Bayern. Wieczór z Borussią już teraz daje jednak jasny komunikat: ta drużyna potrafi wygrać mecz o najwyższej stawce, nawet gdy sytuacja wydaje się przeciwko niej.
Start idealny: Scamacca i Zappacosta kasują straty jeszcze przed przerwą
Atalanta zaczęła agresywnie i szybko dostała nagrodę. W 5. minucie Gianluca Scamacca strzelił gola, który natychmiast podniósł stadion i przywrócił wiarę. Pierwsza połowa była pod kontrolą, a nacisk trwał do końca. W 45. minucie Davide Zappacosta podwyższył na 2:0, co oznaczało jedno: wynik dwumeczu wrócił do punktu wyjścia.
3:0 i moment, w którym stadion już „widział” awans
Początek drugiej połowy był najlepszym możliwym ciągiem zdarzeń. Mario Pasalić zdobył bramkę głową i zrobiło się 3:0. Atalanta była już na prowadzeniu w dwumeczu i przez chwilę wyglądało to jak scenariusz idealny.
Borussia jednak nie zniknęła. Beier trafił w słupek, Guirassy zmarnował świetną okazję, a w 75. minucie Karim Adeyemi strzelił na 3:1. Ten gol oznaczał dogrywkę, jeśli wynik miałby się utrzymać.
Finał na nerwach: błąd bramkarza, cios w polu karnym i rzut karny w 98. minucie
Atalanta nie przeszła na przetrwanie. Samardzić w 82. minucie był blisko gola, ale piłka minęła słupek. Decydujący zwrot przyszedł w doliczonym czasie gry. W 94. minucie błąd bramkarza Dortmundu otworzył akcję, po której Kamaldeen Sulemana dośrodkował do Krstovicia. Montenegrin został sfaulowany w polu karnym przez Bensebainiego, który zobaczył też kartkę i wyleciał z boiska. Sędzia wskazał na jedenasty metr.
W 98. minucie Lazar Samardzić podszedł do rzutu karnego i zamienił go na bramkę. 4:1. Awans. Koniec dyskusji.
Marten de Roon opisał to bez owijania: „To historyczny wieczór dla nas, naprawdę coś wielkiego. Przed meczem niewielu w to wierzyło. Po Dortmundzie spojrzeliśmy sobie w oczy i powiedzieliśmy, że musimy uwierzyć. Od pierwszej minuty daliśmy wszystko, chociaż cierpieliśmy w ostatnich dwudziestu minutach. Brakuje mi słów”.
Kapitan wrócił też do kluczowego szczegółu z końcówki: „W szatni mamy zapisanych wykonawców rzutów karnych i on był drugi po Scamacce. Djimsiti poprosił trenera o potwierdzenie, z ławki przyszło ‘tak’ i Samardzić uderzył znakomicie”.
Znakomity występ Zalewskiego
Ten mecz zaczął się od mocnego akcentu Nicoli Zalewskiego. Pierwszy poważny strzał spotkania był jego i zmusił Kobela do interwencji po uderzeniu po przekątnej. Chwilę później sytuacja się powtórzyła, znów bramkarz Dortmundu musiał ratować zespół. Zalewski był aktywny, odważny i konsekwentny. W ocenach zebrał 7,5 a opis był prosty: zasługiwał na gola, bo kilka razy był blisko.
W spotkaniu, które miało ogromny ciężar, takie wejście w mecz miało znaczenie. Atalanta nie szukała wymówek, nie zaczęła ostrożnie. Zalewski od pierwszych minut pokazał, że Borussia nie będzie miała spokojnej nocy.
Palladino trafił w mecz, a zespół dowiózł intensywność do końca
Plan był czytelny: szybko strzelić, utrzymać presję, nie oddać inicjatywy. Przed meczem padło też zdanie, które dobrze streszczało wieczór: celem była „walka Atalanty, na naszym stadionie i z naszymi kibicami”, przy grze najmocniejszymi zawodnikami, a ewentualna „impreza” miała smakować podwójnie.
Po meczu Scamacca podsumował to tak: „Zaczęliśmy mocno, czuliśmy, że możemy to odwrócić. Wierzyliśmy do końca, a ci, którzy weszli z ławki, też dołożyli swoje. Zrobiliśmy wielką rzecz, musieliśmy odkupić słaby mecz w pierwszym spotkaniu. Teraz dzień wolny, a potem myślimy mecz po meczu”. Dodał też o trybunach: „Dużo lepiej niż żółta ściana w Dortmundzie. Nasi kibice są zawsze dwunastym zawodnikiem, pchają nas nawet na wyjazdach”.
Arsenal albo Bayern, a my mamy argumenty
Atalanta jest w 1/8 finału Champions League. Następny rywal to Arsenal albo Bayern. Po takim wieczorze jedno jest pewne: ta drużyna nie weszła do fazy pucharowej przypadkiem. Od 5. minuty do 98. minuty to był mecz zrobiony intensywnością, odwagą i jakością w decydujących momentach.
Dortmund miał swoje minuty i potrafił straszyć, ale Atalanta odpowiedziała tym, co w takich nocach liczy się najbardziej: bramkami wtedy, gdy trzeba, i głową wtedy, gdy robi się gorąco.
