Więcej
    Strona głównaNewsyHellas Verona - Atalanta 3-1. Cios w Bentegodi, Palladino: „To moja wina,...

    Hellas Verona – Atalanta 3-1. Cios w Bentegodi, Palladino: „To moja wina, przepraszamy kibiców”

    Opublikowano

    Atalanta przyjechała na Bentegodi po trzech zwycięstwach z rzędu, przeciw rywalowi bez choćby jednej ligowej wygranej, z szansą, by wreszcie ruszyć w górę tabeli. Wyjechała z Werony z wynikiem 1-3, stratą pewności siebie i jednym wielkim znakiem zapytania nad mentalnością zespołu.

    Po meczu Raffaele Palladino nie szukał alibi. Wziął odpowiedzialność na siebie, przeprosił kibiców i jasno powiedział, że takie mecze są nie do przyjęcia.


    Zapowiedź Palladino: walka, agresja i Krstović od pierwszej minuty

    Jeszcze przed pierwszym gwizdkiem Raffaele Palladino w rozmowie z DAZN jasno określił, czego oczekuje od drużyny. To miał być mecz nastawiony na walkę, twarde pojedynki i pełną koncentrację od samego początku.

    Trener powtarzał, że kluczowe będzie nastawienie. Podkreślał, że „podejście to wszystko”, a Hellas Verona to zespół, który opiera swoją grę na fizyczności i pojedynkach. Atalanta miała odpowiedzieć tą samą bronią: być agresywna, nie odpuszczać starć i jednocześnie zachować porządek w grze z piłką, bez chaosu.

    Symbolicznym wyborem w tym kontekście był Nikola Krstović w wyjściowym składzie. Palladino wyjaśniał, że Gianluca Scamacca w ostatnich tygodniach dostawał minuty głównie po to, by odbudować rytm po przerwie, natomiast na mecz z Veroną postawił na zawodnika świeżego i bardzo zmotywowanego na treningach. Krstović miał wnieść agresję, dużo biegania i pracę bez piłki.

    Na kartce wyglądało to logicznie. Na murawie już nie.


    Pierwsza połowa: iluzja kontroli i ośmiominutowy koszmar

    Przez pierwszych kilkanaście, może nieco ponad 20 minut, nie zapowiadało się na katastrofę. Atalanta miała fazy, w których kontrolowała piłkę, wchodziła wyżej, a wrażenie było takie, że jeśli ktoś ma przejąć mecz, to raczej goście.

    Syrena alarmowa zabrzmiała przy sytuacji Hiena. To był pierwszy poważny sygnał, że Verona zamierza wykorzystać każdą chwilę dekoncentracji. Chwilę później wszystko się rozsypało.

    Między 28. a 36. minutą defensywa Atalanty przeżyła kompletny blackout. Najpierw gol na 1-0 – Belghali zbyt łatwo minął Beratę Djimsitiego, który w tej akcji wyglądał na spóźnionego i niepewnego. Zamiast twardej interwencji i zatrzymania ataku, Hellas dostał autostradę do prowadzenia.

    Nie minęło wiele, a było już 2-0. Głównym bohaterem akcji został Krstović, ale w najgorszy możliwy sposób. Jego nieudane, nerwowe wybicie głową praktycznie wystawiło piłkę Giovane. Brazylijczyk nie miał zamiaru marnować prezentu. Dla Verony był to gol na 2-0, a dla Atalanty moment, w którym pewność siebie z ostatnich tygodni pękła jak bańka.

    W ciągu ośmiu minut obraz drużyny, która jeszcze niedawno dominowała Eintracht, Fiorentinę i Genoę, zmienił się w obrazek zespołu zagubionego, spóźnionego i podatnego na byle cios.


    Druga połowa bez reakcji i gol Bernede, który dobił mecz

    Przerwa nie przyniosła oczekiwanego efektu. Atalanta wyszła na drugą połowę z obowiązkiem reagowania, ale na murawie nie było widać ani nagłego zrywu, ani rosnącej desperacji.

    Palladino próbował zmienić dynamikę spotkania zmianami. Na boisko weszli między innymi Gianluca Scamacca i Sead Kolasinac. W teorii miały to być figury, które wniosą jakość i charakter. W praktyce Atalanta nadal miała kłopoty z ustawieniem, traciła piłki i zostawiała zbyt dużo miejsca na kontry Verony.

    Efekt przyszedł w 71. minucie, kiedy Antoine Bernede podwyższył wynik na 3-0. To był gol, który nie tylko poważnie naruszył wynik, ale symbolicznie przeciął resztki wiary w atak Atalanty. Obrazek, który zapadł w pamięć, to sytuacja, w której Mosquera przepuszcza piłkę między nogami Hienowi. Fotografia meczu, w którym to Nerazzurri wyglądali na drużynę w rozsypce, a Verona grała z lekkością i przekonaniem.

    Dopiero rzut karny wykorzystany przez Scamaccę w 81. minucie pozwolił Atalancie zapisać coś w rubryce „bramki”. Dla wyniku był to jednak detal. 3-1 oddawało różnicę mentalności tego wieczoru.


    Porażka większa niż 3-1.

    W relacji z tego meczu Atalanta została nazwana jako zarozumiała i krucha. To nie kwestia jednego przegranego spotkania, ale sposobu, w jaki ta porażka się ułożyła.

    Po tygodniu, w którym spływały pochwały za występy z Eintrachtem, Fiorentiną i Genoą, zespół Palladino nie potrafił utrzymać tej samej intensywności przeciw drużynie, która wciąż czekała na pierwszą ligową wygraną. Nerazzurri wyglądali jak zespół, który nie udźwignął komplementów. Brakowało koncentracji, determinacji, cierpliwości.

    Tabela mówi jasno: Atalanta jest dopiero dwunasta, z 16 punktami. Mecz w Weronie miał być szansą, by wykonać krok w górę, a zamiast tego stał się ostrzeżeniem.

    To także uderzenie w kwestię tożsamości. Jak zauważono w analizach, „tego roku trudno jeszcze zrozumieć, jaka właściwie jest to Atalanta”. Mecz na Bentegodi wcale nie przybliżył odpowiedzi.


    Palladino bierze wszystko na siebie: „To moja wina. Przepraszamy kibiców”

    W pomeczowych wypowiedziach Raffaele Palladino nie próbował zasłaniać się przypadkiem czy kalendarzem.

    Trener przyznał, że „nie potrafi sobie wytłumaczyć” tego, co zobaczył na boisku, zwłaszcza po tym, jak po meczu z Napoli dostał od drużyny mocne, pozytywne odpowiedzi w postaci trzech zwycięstw z rzędu. Podkreślił, że w tygodniu nie widział żadnych sygnałów lekceważenia, które skłoniłyby go do interwencji jeszcze przed meczem.

    „To była Atalanta zbyt brzydka, nie do zaakceptowania. Oczekuję reakcji od wszystkich” – mówił. Potem przeszedł do słów, które zawsze mocno wybrzmiewają w szatni. „Prawdopodobnie to moja wina. Teraz musimy wylizać rany, świadomi, że to nie może się powtórzyć. Przepraszamy naszych kibiców, bo to mogła być okazja, by ruszyć w górę tabeli. Jestem szefem tej drużyny i nie akceptuję takich rzeczy. Musi być mentalność zwycięzców”.

    Palladino dodał też, że takie „mocne uderzenia” czasem pomagają w rozwoju, bo zmuszają do reakcji. Podkreślił jednak, że jego obowiązkiem jest wysłanie jasnego sygnału do grupy: takie występy są po prostu niedopuszczalne.


    Verona wygrywa po raz pierwszy w sezonie

    Po drugiej stronie barykady panowała zupełnie inna atmosfera. Paolo Zanetti, trener Hellasu Verona, nie ukrywał, że to był piękny wieczór.

    Verona wygrała po raz pierwszy w sezonie, a Zanetti mówił o „występie na bardzo wysokim poziomie”, który musiał być ponad standard, jeśli jego drużyna chciała pokonać rozpędzoną Atalantę. Kluczowe słowa powtarzały się w jego analizie: pokora, agresja, konkret pod bramką.

    Zdradził, że cała tygodniowa praca polegała nie tylko na taktyce, ale też na przygotowaniu mentalnym. Sztab i piłkarze spędzili godziny na analizowaniu wideo, szukając sposobu, by skrzywdzić Atalantę, ale jednocześnie uniknąć powtórki z ciężkiej porażki z zeszłego sezonu. „Potrzebowaliśmy podejścia pokornego i agresywnego” – tłumaczył.

    Zanetti bardzo mocno podkreślił też rolę grupy i trybun. Dziękował zawodnikom za oddanie, mówił o „innej energii” płynącej z trybun, a w szczególności wspomniał o Giovane. Młody Brazylijczyk po błędzie w poprzednim meczu czuł się winny. Trener opowiadał, że starał się go chronić i wspierać. W Weronie odpowiedzią był gol.


    Giovane i Bernede: szacunek dla Atalanty i obietnica walki o utrzymanie

    Bohaterowie Hellasu w pomeczowych wywiadach nie popadli w euforię.

    Giovane w rozmowie z DAZN, cytowanej przez włoskie media, mówił o spełnionym marzeniu. Jako Brazylijczyk grający w Serie A przeżywa coś wyjątkowego, ale mimo radości z pierwszej wygranej i własnej bramki znalazł czas na docenienie przegranego rywala. „Wygraliśmy z piękną drużyną jak Atalanta, cieszę się za wszystkich” – podkreślił, dziękując kolegom za pracę przy jego golu i patrząc już w stronę kolejnego wyzwania z Fiorentiną.

    Antoine Bernede, autor trzeciej bramki, postawił akcent na zaufaniu. „To zwycięstwo jest owocem tego, że nigdy nie straciliśmy wiary” – mówił. Zaznaczył, że zespół „dał 100 procent”, a defensywę nazwał „niesamowitą” za to, jak poradziła sobie z atakiem Atalanty.

    Opisywał też momenty nerwowego oczekiwania przy analizie VAR jego bramki. Przyznał, że czuł stres, bo gol na 3-0 był kluczowy dla sposobu prowadzenia meczu. Kiedy trafienie zostało ostatecznie uznane, nazwał je „ważnym golem”, który pozwolił Veronie lepiej zarządzać końcówką.

    Na koniec bardzo mocno wybrzmiały słowa o celu sezonu. Bernede mówił jasno, że celem jest utrzymanie w Serie A, a ten mecz jest sygnałem zarówno dla szatni, jak i dla trenera Zanettiego, że zespół potrafi rywalizować z każdym, także z drużyną tej klasy co Atalanta.


    Kontrowersja przy 3-0. Marelli: „Był kontakt ręką, to powinien być rzut karny”

    Gol Bernede, który powiększył prowadzenie Verony na 3-0, nie przeszedł bez echa również poza boiskiem. W centrum dyskusji znalazł się domniemany faul ręką Bella-Kotchapa we własnym polu karnym, tuż przed wyprowadzeniem akcji zakończonej bramką.

    Były sędzia Luca Marelli, pełniący rolę eksperta w DAZN, w swojej analizie nie miał wątpliwości. Jak relacjonowano, podkreślał, że obrońca Verony wykonał aktywny ruch prawą ręką w kierunku piłki, a na powtórkach widać wyraźnie moment kontaktu. Według Marellego bramka powinna zostać anulowana, a arbiter powinien zostać wezwany do monitora przez VAR. Konsekwencją, jego zdaniem, byłby rzut karny dla Atalanty i prawdopodobna żółta kartka dla Bella-Kotchapa.

    Ekspert sugerował, że w pokoju VAR zabrakło „pewności co do dotknięcia piłki ręką”, pewności, którą jego zdaniem dawały ujęcia telewizyjne.

    Ten sam epizod pojawił się także w wypowiedziach ludzi z Atalanty. Palladino, choć podkreślał, że nie lubi mówić o sędziach, zaznaczył, że dla niego zagranie ręką było „zbyt oczywiste”. Dodawał, że skoro VAR ma uprościć decyzje, to w takich sytuacjach „wygląda, jakbyśmy sobie je komplikowali”. Żałował szczególnie tego, że potencjalny rzut karny mógł w tamtym momencie doprowadzić do wyniku 2-1, a zamiast tego zrobiło się 3-0 dla Verony.

    Jednocześnie jasno powiedział, że mimo kontrowersji „występ był zły” i odpowiedzialność za wynik spoczywa na nim i drużynie, która „nie zrozumiała, jakiego typu mecz trzeba było zagrać”.


    Głos szatni Atalanty: Zalewski bez alibi, Kolasinac i De Ketelaere jako symbole

    Bardzo mocno wybrzmiała analiza Nicoli Zalewskiego. W rozmowie cytowanej przez AtalantaOggi boczny zawodnik nie szukał usprawiedliwień.

    Przyznał, że Verona była „lepsza pod wieloma względami”, a kluczowym problemem było podejście. Mówił o „trochę rozładowanym” i „mdłym” nastawieniu do meczu, sugerując nawet, że zespół mógł podświadomie zlekceważyć rangę spotkania. „To właśnie takie mecze trzeba wygrywać” – podkreślił, wskazując, że brak maksymalnej koncentracji został brutalnie ukarany.

    Zalewski odniósł się także do kontrowersyjnego gola, mówiąc, że widział protesty Samardzicia o zagranie ręką, ale sam sytuacji „nie widział dobrze”, a wytłumaczenie arbitra nie było dla niego do końca jasne. Jednocześnie postawił wyraźną granicę: nie ma szukania wymówek, jest świadomość błędnego podejścia i obowiązek reakcji.

    W dłuższej rozmowie, cytowanej przez TuttoAtalanta, Zalewski szerzej opisał rytm gry co trzy dni. Nazwał go „bronią obosieczną”, ale na teraz woli widzieć w tym szansę. W takim kalendarzu nie ma czasu ani na świętowanie zwycięstw, ani na rozpamiętywanie porażek. Liczy się tylko „dzisiaj”. Mówił wprost, że już we wtorek Atalantę czeka bardzo ważny mecz z Chelsea przed własnymi kibicami i że drużyna zrobi wszystko, by jak najszybciej się zrehabilitować.

    W szatni są też postacie, które w tej sytuacji stają się symbolami dwóch różnych odcieni reakcji.

    Pierwszy to Sead Kolasinac. Jak opisano, bośniacki defensor, wracający po kontuzji, wszedł na boisko z nastawieniem, jakby wynik wciąż był do odwrócenia. Walczył o każdy metr, nie odpuszczał pojedynków. Klasycznym obrazem jego wieczoru była sytuacja, w której przy próbie odbioru piłki inkasuje kopniaka w twarz. To gest piłkarza, który jest gotów „wrzucić głowę tam, gdzie inni nie włożyliby nogi”, nawet gdy mecz wygląda na przegrany. W opisach nazwano go uosobieniem „piłkarskiej klasy pracującej” i przykładem, od którego Atalanta musi zacząć odbudowę.

    Drugi obraz to Charles De Ketelaere. Piłkarz, o którym Raffaele Palladino mówił jako o spokojnym, introwertycznym, łagodnym chłopaku, tym razem pokazał inną twarz. Był jednym z niewielu, którzy w trakcie meczu próbowali kreować coś konkretnego, a jego sytuację uratował dopiero Montipò, zdejmując piłkę z linii bramkowej. Złość De Ketelaere’a to sygnał, jak bardzo frustrujące jest dla liderów oglądanie drużyny, która nie nadąża mentalnie za wymaganiami spotkania.


    Atalanta musi wrócić do swoich korzeni.

    Ten wieczór w Weronie to coś więcej niż wypadek przy pracy. To lustro, w którym Atalanta zobaczyła wszystkie swoje obecne słabości naraz: brak konsekwencji mentalnej, podatność na pochwały, problemy z utrzymaniem intensywności przeciw zespołowi grającemu o życie.

    Z drugiej strony są też elementy, na których można budować. Postawa Kolasinaca, złość De Ketelaere’a, szczerość Zalewskiego, gotowość trenera, by wziąć winę na siebie i równocześnie wyznaczyć twardą linię wobec zespołu.

    Przed meczem z Chelsea Nerazzurri nie potrzebują wielkich deklaracji. Potrzebują powrotu do prostych rzeczy, które zawsze były ich znakiem firmowym: głodu, intensywności, pokory wobec przeciwnika.

    Bentegodi pokazało, co się dzieje, gdy tego zabraknie. Gewiss Stadium ma być miejscem, w którym Atalanta odpowie czynami.

    Cześć

    Zapisz się i otrzymuj cotygodniowe zestawienie newsów o Atalancie Bergamo!

    Zapisując się akceptujesz naszą politykę prywatności.

    Powiązane

    Obserwuj nasze sociale!