To miał być mecz, w którym Atalanta postawi stempel na fazie ligowej i wyjedzie z Brukseli z wynikiem, który da spokój. Zamiast tego została noc pełna niedokładności i frustracji. Union Saint-Gilloise wygrało 1-0, Atalanta długo nie potrafiła narzucić tempa i finalnie sama wpakowała się w scenariusz, w którym o awans do 1/8 finału trzeba będzie bić się w barażach.
Trzy minuty i alarm. Hien najpierw zawalił, potem uratował
Od początku było widać, że to nie będzie spokojny mecz. Już po trzech minutach Atalanta przeżyła ogromny strach. Isak Hien popełnił błąd przy wyprowadzaniu piłki i właściwie otworzył rywalom drogę do bramki. Chwilę później sam naprawił swoją wpadkę, ratując sytuację interwencją na linii i odbierając Floruczowi niemal pewnego gola.
To ostrzeżenie nie obudziło drużyny na stałe. Union dalej naciskało. Florucz był blisko po raz kolejny, ale zatrzymał go Sportiello. Później po kolejnym zamieszaniu w defensywie Atalanty Smith uderzył tak, że piłka minęła słupek o włos.
Atalanta nie łapała rytmu, Samardzić się męczył, Lookman dał jedyny wyraźny sygnał
Przez dużą część pierwszej połowy Atalanta była wolna i niedokładna. Akcje budowane były w pośpiechu, a pressing Union regularnie psuł wyjścia spod własnej bramki. W takim meczu trudno było o płynność i przewagę w posiadaniu.
Wśród zawodników, którym szczególnie trudno było wejść w spotkanie, wskazano Samardzicia – często wyglądał na spóźnionego, a w pewnym momencie musiał ratować się faulem taktycznym, za który zobaczył żółtą kartkę.
W końcówce pierwszej połowy Atalanta wreszcie pokazała oznaki życia. Ademola Lookman ruszył z indywidualną akcją i zmusił bramkarza Scherpena do wybicia na rzut rożny. Po dośrodkowaniu z narożnika Hien miał jeszcze szansę na pełniejsze odkupienie win, ale jego strzał głową poszedł ponad poprzeczką.
Jeden cios w 70. minucie i mecz uciekł
Po przerwie obraz gry nie zmienił się na tyle, by mówić o przejęciu kontroli. Atalanta nie potrafiła znaleźć tempa ani jakości, która rozbiłaby Union. W 70. minucie przyszła kara. Khalaili strzelił gola, który okazał się jedynym i rozstrzygającym. Union wygrało 1-0, a Atalanta została z poczuciem zmarnowanej okazji.
Palladino: najgorszy mecz technicznie w mojej kadencji
Po spotkaniu Raffaele Palladino mówił o przykrości, a nie o rozczarowaniu czy niepokoju. Podkreślił, że drużyna chciała podtrzymać zarówno wyniki, jak i poziom gry po zwycięstwie z Parmą, ale w Brukseli to się nie wydarzyło.
W jego ocenie był to najsłabszy mecz pod względem technicznym w całym okresie jego pracy – źle zagrany przez proste błędy, również w elementarnych podaniach. Trener zwrócił uwagę na problem, który jego zdaniem wraca, kiedy spotkanie robi się twarde i nieprzyjemne: rywale łapią wiatr, a Atalanta nie potrafi wejść w ten sam, „brudny” klimat meczu. Palladino powiedział wprost, że to wciąż typ spotkań, w których zespół nie umie jeszcze funkcjonować.
Porównał ten występ do meczów z Pisą i Veroną, traktując go jako źródło odpowiedzi o drużynie. Wspomniał też o porażce z Athletikiem – tam Atalanta miała być perfekcyjna przez godzinę, zanim przyszedł kwadrans załamania, który kosztował wynik.
W szerszym kontekście Palladino przypomniał, że pierwotnym celem nie był bezpośredni awans do 1/8 finału, tylko miejsce w czołowej dwudziestce czwórce. Zaznaczył też, że poza pierwszą ósemką znalazły się zespoły z największymi nazwami, co pokazuje skalę trudności.
Na koniec zapowiedział pracę bez dramatyzowania, ale z naciskiem na kwestie charakteru i mentalności.
De Ketelaere: stracony gol zabrał nam pewność siebie. Musimy zmienić rytm
Charles De Ketelaere analizował mecz spokojnie i bez szukania wymówek. Wskazał, że Atalanta miała poprawny początek i przez pierwsze dwadzieścia minut potrafiła kontrolować posiadanie oraz znaleźć odpowiednie przestrzenie przeciwko drużynie, która umie „brudzić” spotkania.
Punkt przełomowy widział jednoznacznie w straconej bramce. Według niego ten gol uderzył przede wszystkim w pewność siebie zespołu. Od tego momentu wszystko stało się trudniejsze, a odwrócenie przebiegu meczu wymagało siły i jasności w grze, których Atalanta już nie znalazła.
De Ketelaere otwarcie wskazał też problem gry na wyjazdach. Podkreślił, że granie poza własnym stadionem wygląda inaczej, a to jest element, który drużyna musi poprawić szybko, bo takie przestoje prowadzą do tracenia punktów w meczach, które są do wygrania. Na koniec oddał też rywalom, że zwyciężyli, bo zagrali lepiej.
Kibice trzymali poziom nawet w złym wieczorze
W Brukseli nie zawiódł sektor gości. De Ketelaere zwrócił uwagę, że kibiców Atalanty było bardzo wielu, a przez cały mecz byli głośni i nie przestawali dopingować mimo zimna i wyniku. Zakończył podziękowaniem za stałe, nieustające wsparcie, także w tak nieudanym spotkaniu.
Atalanta wraca z Brukseli z porażką 0-1 i z jasnym wnioskiem: gdy mecz staje się walką, a technika zaczyna się sypać w najprostszych elementach, sama jakość kadry nie wystarcza. Union wykorzystało swój moment, Atalanta nie znalazła odpowiedzi i teraz musi szukać drogi do 1/8 finału przez playoffy.
