Atalanta weszła w drugą połowę sezonu zwycięstwem 2:0 z Torino na New Balance Arena. To trzeci ligowy triumf z rzędu i awans na 7. miejsce z dorobkiem 31 punktów. W ostatnich tygodniach tabela przestała wyglądać jak wyrok, a zaczęła przypominać mapę prowadzącą w stronę Europy. W dwa miesiące narracja zmieniła się z „koszmaru” w „marzenie”, a dystans do 6. miejsca zajmowanego przez Como wynosi 3 punkty, przy czym Como ma do rozegrania zaległy mecz, a bezpośrednie starcie wciąż jest przed Atalantą..
2:0 z Torino – jak to się ułożyło na boisku
Atalanta zaczęła zdecydowanie i szybko dostała nagrodę, bowiem już w 13. minucie Bernasconi dośrodkował z rzutu rożnego na bliższy słupek, a De Ketelaere uderzył głową tak, że Paleari był bez szans. Torino nie odpowiedziało natychmiastową reakcją, a gospodarze kontrolowali przebieg pierwszej połowy.
Pod koniec pierwszej części gry Djimsiti zderzył się twardo z Zapatą i poczuł silny ból w lewym boku, próbował jeszcze wytrzymać, ale musiał poprosić o zmianę. Zastąpił go Hien. Wstępna diagnoza mówi o urazie stłuczeniowym lewego talerza kości biodrowej z zajęciem mięśnia skośnego brzucha.
Po przerwie, Torino spróbowało podnieść tempo po wejściach Adamsa i Simeone. Ten drugi miał przed sobą piłkę na 1:1, ale zmarnował sytuację w pojedynku z Carnesecchim. Mecz długo pozostawał otwarty, aż w doliczonym czasie Pasalic zamknął go kontratakiem i golem na 2:0 w 95. minucie.
Pasalic – gol, który był dedykacją
Bramka na 2:0 miała ciężar większy niż zwykły stempel na wyniku. Po trafieniu Pasalic rozpłakał się, wskazał niebo i wykonał gest, który nie zostawiał wątpliwości, że to dedykacja dla ojca zmarłego kilka tygodni wcześniej. Koledzy natychmiast do niego podbiegli, a emocje nie zeszły z niego nawet po końcowym gwizdku.
Carnesecchi i „fort” – czyste konto jako praca całej drużyny
Po takim meczu łatwo zatrzymać się na bramkarzu, bo obraz jest prosty: Carnesecchi broni i Atalanta jedzie dalej. Sam zainteresowany ustawił to jednak szerzej. Podkreślił, że wyniki defensywne da się osiągać tylko zespołowo, a umiejętność bronienia w kompaktowym ustawieniu to znak rozpoznawczy wielkich drużyn.
W jego słowach pojawiły się konkrety liczbowe: tylko jeden stracony gol w ostatnich pięciu spotkaniach i rosnąca pewność, że zespół jest fortem i wreszcie świadomy swojej jakości.
Carnesecchi jasno wskazał też, co wniósł trener. Mowa była o dużej energii, chęci oraz drobiazgowym przygotowaniu taktycznym. Drużyna ma wychodzić na boisko z poczuciem, że wie dokładnie, co zrobić, by sprawić przeciwnikowi problemy.
Palladino: wynik cieszy, ale rysa zostaje – trzeba być bardziej cynicznym
Po meczu trener mówił o satysfakcji z wyniku i o tym, że oczekiwał występu z charakterem i osobowością. Podobała mu się mentalność zespołu, ale jednocześnie nazwał największy problem bez owijania w bawełnę: Atalanta zostawiła spotkanie zbyt długo „żywe”. W piłce wystarczy chwila, by otworzyć wynik, dlatego jego zdaniem trzeba było zamknąć mecz wcześniej.
Trener mówił też o absencjach i o tym, że brakuje ważnych piłkarzy: Kossounou, Lookman i Bellanova są poza grą, w poprzedniej kolejce nie było Scamacci. Padło też zdanie o potrzebie zdobywania goli z innych stref: z bocznych korytarzy i od pomocników. Zappacosta był blisko, Bernasconi ma robić postępy także w ataku, a z drugiej linii trener oczekuje częstszych wejść w pole karne.
Wypowiedzi dotknęły również Krstovicia. Nie strzelił, ale jego praca została oceniona przez pryzmat zespołu: walka, zabezpieczanie piłki, wysiłek w obie strony i wyczerpanie po zejściu z boiska. Scamacca wszedł z kolei mimo tego, że miał tylko jeden trening.
De Ketelaere – przełamanie, które dało pierwszy cios
De Ketelaere po meczu mówił o „trzech ciężkich punktach” i o golu ważnym dla ciągłości, jaką Atalanta musi utrzymać w lidze. Podkreślił też to, co widać gołym okiem: drużyna dużo biega, a defensywa wygląda coraz pewniej.
W tle pojawiła się liczba, która nadaje temu trafieniu dodatkowy smak. De Ketelaere miał odblokować się w Serie A po 1028 minutach i 118 dniach, a jego ostatni ligowy gol miał pochodzić z 14 września. W relacji z meczu wybrzmiało jeszcze jedno: Atalanta potrafi wykorzystywać stałe fragmenty i grać głową, ale wciąż nie domyka spotkań wtedy, gdy pojawiają się okazje. W tym meczu padło 16 strzałów, tylko 3 celne, był też słupek, a wynik 1:0 utrzymywał napięcie zbyt długo.
Zalewski: „Teraz egzamin dojrzałości z mniejszymi zespołami”
Nicola Zalewski, mówiąc po ostatniej wygranej ligowej, opisał mecz jako historię dwóch połówek. Pierwsza – zdominowana. Druga – trudniejsza, bo Atalanta obniżyła intensywność, a rywale podnieśli agresję i przesunęli wyżej środek ciężkości. To zmusiło zespół do cofnięcia się. Polski zawodnik wyraził zadowolenie z trzech punktów, ale podkreślił, jak ważne jest utrzymanie wysokiej koncentracji i poprawa gry pod bramką rywali przed nadchodzącymi meczami.
Wątek osobisty był równie konkretny. Zalewski mówił, że czuje się coraz lepiej w swojej roli i że gra na boisku sprawia mu radość, ale brakuje mu gola i nie krył żalu z nietrafionej bramki. Cel jest więc jasny: większa skuteczność i większa bezwzględność w polu karnym, by naprawdę pomagać drużynie „do samego końca”.
Najmocniej wybrzmiał jednak fragment o tym, co przed Atalantą. Zalewski nazwał mecze z Pisą i Parmą prawdziwym egzaminem dojrzałości. Podkreślił, że w Serie A nie ma łatwych spotkań i że nie wolno „opuścić gardy choćby na centymetr”, obiecując ten sam głód wygranej, który drużyna pokazała w ostatnim występie.
Efekt domina po 2:0 – w Turynie drgnęła ławka
Zwycięstwo Atalanty miało też konsekwencje poza własną szatnią. W Turynie pojawiły się informacje, że po tym meczu pozycja Baronego się zachwiała. Klub miał jednak zdecydować się na utrzymanie trenera, przynajmniej tymczasowo, by dać stabilność przed podwójną konfrontacją z Romą Gasperiniego: we wtorek w Coppa Italia (1/8 finału) i w niedzielę w lidze. Baroni ma nadal pracować w swoim 3-5-2, z naciskiem na ograniczanie błędów i maksymalne wykorzystywanie okazji, a prezes Torino ma wierzyć w projekt rozpoczęty latem.
