Więcej
    Strona głównaNewsyEuropejskie PucharyAtalanta-Athletic Bilbao 2:3: siedem minut blackoutu i gorzka lekcja Champions League

    Atalanta-Athletic Bilbao 2:3: siedem minut blackoutu i gorzka lekcja Champions League

    Opublikowano

    Wieczór w Bergamo miał być krokiem w stronę awansu bez dodatkowych przeszkód. Przez pierwszą połowę wszystko wyglądało jak idealnie ustawiona partytura. Atalanta prowadziła, kontrolowała rytm, tworzyła sytuacje i mogła schodzić do szatni z poczuciem, że mecz jest pod pełną kontrolą. W tabeli na żywo taki obraz dawał miejsce w ścisłej czołówce. Po przerwie wystarczył jednak jeden moment, by ta konstrukcja rozsypała się w kilka minut.

    Mecz: przewaga, cios i załamanie

    Od początku Atalanta narzuciła agresywny, wysoki rytm. Gol padł w 16. minucie – Zalewski posłał dośrodkowanie z lewej strony, Scamacca wyskoczył w polu karnym i uderzeniem głową pokonał Unai Simona. Wrażenie było jedno: Athletic przyjął rolę drużyny, która próbuje przetrwać napór i szukać kontr, a Atalanta gra swoje, z rozmachem.

    W pierwszej połowie nerazzurri dalej dociskali. Pojawiały się kolejne sytuacje, a w tle piętrzyły się przerwania akcji przez spalone. Scamacca trafił też drugi raz, ale przed przerwą gol nie został uznany z powodu pozycji spalonej w fazie poprzedzającej akcję.

    Po zmianie stron wszystko zaczęło się przesuwać w stronę Athletic, który podniósł intensywność. W 58. minucie Guruzeta doprowadził do wyrównania po akcji, w której mocno zaznaczył się Navarro. Reakcja Atalanty była kluczowa i okazała się druzgocąca. Zespół stracił klarowność i wpadł w serię błędów, które rywal wykorzystał bez wahania. W 70. minucie na 2:1 trafił Serrano, a cztery minuty później Navarro dołożył trzeci cios, wykorzystując kompletnie rozbitą linię obrony.

    Końcówka przyniosła jeszcze próbę powrotu do meczu. Krstović zdobył bramkę na 3:2, ale nie zmieniło to faktu, że Athletic zabrał z Bergamo trzy punkty po scenariuszu, który jeszcze przed przerwą wydawał się mało realny.

    Cytaty z boiska: „mieliśmy blackout”, „w Champions płaci się za brak cynizmu”

    Gianluca Scamacca po meczu w Sky Sport postawił sprawę jasno, bez szukania alibi:

    „To twarde prawo Champions League: jeśli nie zabijasz meczu, zostajesz ukarany”.

    Napastnik podkreślił, że Atalanta stworzyła wiele okazji, by dobić rywala, ale zabrakło skuteczności, a Athletic był bezwzględny w wykorzystywaniu swoich momentów. Wziął też część odpowiedzialności na siebie i ofensywę, mówiąc, że przy takiej ilości gry zespół z przodu musi dać więcej. Wskazał również możliwe źródła załamania:

    „To mogło wynikać z braku jasności albo może z chwili spadku koncentracji”.

    Dodał, że w drugiej połowie mógł pojawić się też element fizyczny, a jednocześnie zaznaczył, że nie był to efekt zaskoczenia zmianą taktyczną rywali. W jego ocenie sedno było gdzie indziej:

    „Żal jest cały po naszej stronie: mieliśmy wiele okazji, wiele korzystnych sytuacji, w których mogliśmy i powinniśmy zrobić lepiej”.

    Nikola Krstović mówił po spotkaniu do klubowych mediów o meczu dwóch twarzy i o krótkim odcinku, który przesądził o wszystkim:

    „W pierwszej połowie czuliśmy się bardzo dobrze”.

    Podkreślał, że także początek drugiej połowy był pozytywny, ale potem przyszło to, co nazwał wprost:

    „To był prawdziwy blackout mentalny przez siedem albo osiem minut”.

    Krstović przyznał, że zwycięstwo w takim meczu niemal otwierało drzwi do pierwszej ósemki, co określił jako „marzenie”, ale po tym wieczorze akcentował jedno:

    „Trzeba przewrócić stronę i skupić się na kolejnym celu”.

    W tym samym tonie mówił o konieczności przekucia rozczarowania w energię na ligę:

    „Musimy zamienić to rozczarowanie w sportową złość”.

    Raffaele Palladino w wypowiedzi dla Sky Sport Italia nie ukrywał, że skala zmiany po przerwie jest trudna do logicznego wytłumaczenia. Zaczął od stwierdzenia:

    „Trudno mi wyjaśnić ten występ, bo pierwsza połowa była idealna, zrobiliśmy wszystko, co przygotowaliśmy przeciwko zespołowi, o którym wiedzieliśmy, że przyjedzie tu bronić i kontrować, stworzyliśmy okazje, objęliśmy prowadzenie, mogliśmy mieć drugiego gola”.

    Wracał też do tego, co padło w szatni w przerwie, i do momentu, który zmienił przebieg meczu:

    „Potem w przerwie powiedzieliśmy w szatni, że musimy utrzymać ten sam duch, ale niewytłumaczalnie ten gol na 1:1 był jak zabójczy cios. Mieliśmy blackout i straciliśmy serię bramek, których nigdy nie tracimy. Nie spodziewaliśmy się tego, zamiarem było strzelenie drugiego gola, musimy pokazać więcej dojrzałości w Champions League, bo jesteś karany za każdy błąd”.

    Palladino podkreślał, że remis może się zdarzyć, natomiast nie może zdarzyć się reakcja polegająca na wypadnięciu z meczu:

    „To jest piłka nożna, gol na 1:1 może się zdarzyć, ale musisz pozostać w grze i nie zrobić tego. Zostawia to bardzo gorzki smak w ustach”.

    W kolejnych zdaniach wracał do konkretu bramek straconych w drugiej połowie i do ciężaru psychologicznego:

    „Nie wierzę, że była arogancja, bo ci zawodnicy pracują codziennie, żeby się poprawiać, ale mieliśmy kontrolę nad meczem, a ten gol na 1:1 padł, gdy pięciu zawodników było w polu karnym i broniło. To absurdalne stracić taką bramkę, nigdy wcześniej byśmy na to nie pozwolili, ale w Champions League płacisz wysoką cenę”.

    Dorzucił jeszcze zdanie, które brzmi jak wyznanie trenera szukającego odpowiedzi na pytanie o powtarzalny problem:

    „Są ogromne żale, musimy przeanalizować sytuację i wszyscy zrobić coś więcej, żeby to zrozumieć”.

    I dalej, o tym, że to nie może ciążyć na zespole w kontekście celu minimum:

    „To nie może nas przygnieść, bo naszym celem jest zakwalifikować się do play-offów. Oczywiście byliśmy wysoko i mogliśmy marzyć o pierwszej ósemce, ale muszę skupić się na występie”.

    Palladino dopowiedział też, co w jego ocenie jest następnym krokiem rozwoju drużyny, gdy mecz idzie w złą stronę:

    „To, co dziś pokazaliśmy, to że musimy się uczyć i rosnąć. Kiedy rzeczy nie idą tak, jak się spodziewaliśmy, musimy trzymać się w grze w trudnym momencie i zareagować inaczej”.

    Najmocniejszy fragment dotyczył bezsenności i próby znalezienia przyczyn:

    „Zamiast tego zareagowaliśmy biernością i to nie jest w porządku. Próbuję na wszelkie sposoby zrozumieć, dlaczego te blackouty wciąż się zdarzają, nie śpię po nocach z tego powodu”.

    Na koniec dodał, że w meczu są momenty, w których trzeba przetrwać, a drużyna musi nauczyć się je rozpoznawać:

    „Staram się analizować z chłopakami, ale są momenty w każdym meczu, kiedy musisz cierpieć, i musimy nauczyć się rozumieć te momenty. Jeśli to opanujemy, możemy zrobić ten krok w jakości, którego teraz nam brakuje”.

    Marten de Roon, kapitan Atalanty, również mówił w Sky Sport Italia o załamaniu po stracie bramki na 1:1. Ujął to wprost:

    „Załamaliśmy się po straceniu gola na 1:1, to było jak blackout”.

    Podkreślał, że reakcja była nieadekwatna do sytuacji na boisku:

    „Zamiast traktować to jako wyrównanie, czuliśmy się tak, jakbyśmy przegrywali 2:0, więc zrobiło się chaotycznie, a to nie może się zdarzyć. Jest mi bardzo smutno, bo patrząc na pierwszą połowę i nawet na drugą przed golem na 1:1, mieliśmy kontrolę. Zostawia to bardzo gorzki smak w ustach”.

    De Roon wrócił do tematu zmarnowanej okazji i trudności w zdiagnozowaniu problemu:

    „Tracimy za dużo punktów w takich sytuacjach, to była wielka okazja, żeby skończyć w pierwszej ósemce i ją zmarnowaliśmy. Trudno powiedzieć, na czym polega problem”.

    Najmocniej wybrzmiała diagnoza dojrzałości i strachu, które przyszły zamiast spokoju:

    „Pokazaliśmy dziś niedojrzałość. Możesz stracić gola, ale nie musisz wpadać w tryb kryzysowy, mogliśmy pozostać spokojni. Nasz pressing był kompletnie zdezorganizowany, widzieliśmy, że drużyna po prostu przestała grać”.

    I jeszcze raz, już jako wniosek kapitana:

    „Musimy dobijać mecze, kiedy mamy taką kontrolę. Myślę, że problem polega na tym, że brakuje nam dojrzałości. Kiedy jesteś pod presją, musisz się trzymać. Zamiast tego przestraszyliśmy się, zniknęliśmy z boiska, i to jest bardzo złe”.

    Głosy z zewnątrz: blackout jako blokada mentalna i pytanie o tożsamość

    Cesare Natali, w rozmowie w Radio Sportiva, mówił o porażce przede wszystkim w kategoriach psychologicznych, odcinając temat od przygotowania fizycznego. Nazwał to „niewytłumaczalnym blackoutem”.

    Wskazał, że do około 50. minuty Atalanta prowadziła mecz dobrze, a potem po wyrównaniu wpadła w negatywną dynamikę:

    „Nie wiem, co mogło się stać, ale wygląda na to, że po golu na 1:1 drużyna weszła w negatywną dynamikę”.

    Dorzucił też swoją puentę: „Myślę, że to bardziej kwestia mentalna”.

    Natali zwrócił przy tym uwagę na zmianę statusu Atalanty w Europie, sugerując, że dziś nie jest już postrzegana jako jednorazowa sensacja:

    „Wcześniej Atalanta mogła być niespodzianką, która psuła plany każdemu, teraz natomiast to drużyna, która i tak może powiedzieć swoje, niezależnie od porażki w środę”.

    David Di Michele, wypowiadając się w TMW Radio w audycji Maracanà, zestawiał sytuację włoskich drużyn w Champions League, a w odniesieniu do Atalanty postawił akcent na dwóch brakach: „cierpi na brak doświadczenia i wciąż musi znaleźć swoją tożsamość”.

    Tabela i scenariusze: TOP8 wymyka się z rąk, ale matematyka jeszcze zostawia szczelinę

    Porażka z Athletic Bilbao nie zabrała Atalancie europejskiej przyszłości, ale mocno przestawiła jej układ. W praktyce ta noc zepchnęła drużynę na 13. miejsce w tabeli fazy ligowej i sprawiła, że marzenie o top 8 przestało zależeć wyłącznie od własnego meczu. Wciąż jest to jednak Atalanta z dorobkiem, który daje jej pozycję najwyżej sklasyfikowanej włoskiej ekipy w tych rozgrywkach, przy jednoczesnej przewadze jednego punktu nad Interem i Juventusem.

    Jedyna droga: wygrać w Brukseli i gonić bramkami

    Ostatnia kolejka fazy ligowej wyznacza jasną linię. 28 stycznia, na boisku Union Saint-Gilloise, Atalanta musi wygrać. Innego wyniku nie da się wpisać w scenariusz walki o bezpośredni awans.

    Zwycięstwo ma jednak drugi warunek: bramki. W tekstach o sytuacji w tabeli powtarza się ten sam motyw – różnica bramek jest czynnikiem, który działa dziś na niekorzyść, więc liczy się nie tylko komplet punktów, ale też możliwie wysoki wynik. Pada też zastrzeżenie, że nawet wygrana z dużą przewagą może okazać się niewystarczająca, bo ostateczny układ zależy od równoległych rezultatów rywali w tabeli.

    Układ zależności: PSG-Newcastle jako węzeł i długa lista „sprzyjających wyników”

    W rozpisanych kombinacjach kluczowe miejsce zajmuje mecz PSG z Newcastle. Warianty są dwa.

    Jeśli PSG-Newcastle zakończy się remisem, Atalanta potrzebuje zwycięstwa i co najmniej trzech korzystnych rozstrzygnięć z tej listy:

    • porażka Realu Madryt,
    • porażka Liverpoolu,
    • brak zwycięstwa Tottenhamu,
    • brak zwycięstwa Chelsea,
    • brak zwycięstwa Atletico Madryt,
    • brak zwycięstwa Barcelony,
    • brak zwycięstwa Sportingu,
    • brak zwycięstwa Manchesteru City.

    Jeśli PSG-Newcastle ma zwycięzcę, wymagania rosną. Wtedy, oprócz własnej wygranej, Atalanta musi dostać co najmniej cztery korzystne wyniki spośród wskazanych rozstrzygnięć.

    W tle cały czas pozostaje jedna myśl: top 8 przestaje być prostym celem do „dowiezienia”, a zaczyna przypominać wyścig z wieloma jednoczesnymi licznikami.

    16% i plan B: play-offy jako realny scenariusz

    Szacunkowe prawdopodobieństwo bezpośredniego awansu do 1/8 finału po porażce z Athletic ma wynosić 16%. Ten wskaźnik dobrze oddaje, jak mocno skurczyło się pole manewru po jednym wieczorze, który miał zakończyć temat nerwów przed finiszem.

    Pozostaje też wariant, którego Atalanta chce uniknąć, ale musi go brać pod uwagę. Brak miejsca w top 8 oznacza grę w play-offach. W takim scenariuszu punkt ciężkości przenosi się na losowanie zaplanowane na piątek 30 stycznia, które ma wyznaczyć pary dwumeczów. Same spotkania play-offów mają zostać rozegrane w terminach 17-18 oraz 24-25 lutego.

    Bramki

    Gol Scamacci – kontakt uznany za element gry

    W 16. minucie, przy bramce Scamacci na 1:0, pojawiły się protesty defensywy Athletic. Scamacca, wyskakując do uderzenia, miał kontakt z Paredesem, opierając się na jego plecach, by wypracować pozycję do strzału głową. Arbiter i VAR ocenili jednak ten element jako normalną dynamikę walki w polu karnym – kontakt określono jako dozwolony, o intensywności niewystarczającej, by mówić o faulu w ataku. Bramkę uznano też bez zastrzeżeń od strony pozycji spalonej na początku akcji.

    Anulowana „doppietta” – spalony o centymetry

    Przed przerwą Scamacca trafił ponownie, ale tym razem interweniowała technologia. Na spalonym znalazł się Charles De Ketelaere w momencie podania, które poprzedziło bramkę. Decyzję przedstawiono jako czysto obiektywną, opartą na pomiarze i dotyczącą minimalnego marginesu – chodziło o centymetry, które przekreśliły drugiego gola i zamknęły temat jeszcze zanim zaczął się na dobre.

    Akcja na 1:1 – duello Guruzeta-Djimsiti i kontakt uznany za zbyt lekki

    Najwięcej dyskusji zebrała sytuacja z początku akcji bramkowej Athletic na 1:1. W jej centrum znalazł się pojedynek w środku pola: Guruzeta kontra Djimsiti. Obrońca Atalanty upadł po starciu, a Athletic poszedł dalej z akcją, kończąc ją wyrównaniem. W movioli opisano ten kontakt jako „bardzo lekki” i niewystarczający, by przerywać grę. Arbiter puścił akcję, uznając, że nie ma podstaw do odgwizdania faulu, a VAR nie zmienił tej oceny.

    Wyrwany symbol przyjaźni

    Kilka godzin po meczu pozostał jeszcze jeden obraz, już całkowicie pozasportowy, ale wprost powiązany z tym wieczorem. W Parco Goisis w Bergamo został wyrwany z ziemi dąb przekazany przez Fundację Athletic Bilbao jako symbol przyjaźni. Drzewo zostało posadzone rano, przed spotkaniem. Jak opisano, był to młody okaz wywodzący się z Gernikako Arbola, symbolu wolności dla Basków. Obok znalazła się tablica z przesłaniem: „Siamo arrivati come avversari, ce ne andiamo come amici”. Zniknęła zarówno roślina, jak i targa – zostały zniszczone przez nieznanych sprawców.

    Do sprawy odniosła się w mediach społecznościowych assessora ds. sportu w Bergamo, Marcella Messina. Nazwała to „gestem niecywilizowanym i nie do zaakceptowania”, podkreślając, że mecz piłkarski nie może być usprawiedliwieniem dla takiego aktu. W jej ocenie miasto doznało podwójnej porażki: sportowej, którą można odrobić pracą i charakterem, oraz moralnej, znacznie poważniejszej. Na końcu podziękowała Athletic Bilbao, wskazując, że baskijska delegacja wraca do domu z „podwójnym zwycięstwem” – symbolicznym i moralnym, niezależnie od wyniku na boisku.

    Cześć

    Zapisz się i otrzymuj cotygodniowe zestawienie newsów o Atalancie Bergamo!

    Zapisując się akceptujesz naszą politykę prywatności.

    Powiązane

    Obserwuj nasze sociale!