Atalanta w Coppa Italia stała się stałym punktem późnych faz rozgrywek. Ostatnie dziesięć lat zamyka się konkretną liczbą: cztery półfinały. W tym samym okresie częściej na tym etapie meldowały się tylko Inter i Juventus.
Ta regularność jest jednym z wyraźnych sygnałów stabilnego miejsca w czołówce włoskiego futbolu. Puchar nie wybacza potknięć, a mimo to Atalanta wracała do gry o finał na tyle często, że „droga do Rzymu” przestała brzmieć jak jednorazowa sensacja, a zaczęła być realnym punktem odniesienia dla kibiców. Nawet po bolesnych rozczarowaniach, jak porażka po odwróceniu wyniku z Bilbao, zespół potrafił wrócić na właściwe tory.
2018/19 – Fiorentina, odrobienie strat w Bergamo i czerwona kartka Milenkovicia
Jednym z kluczowych momentów tej dekady był sezon 2018/19 i dwumecz z Fiorentiną. Po porażce w pierwszym spotkaniu na Franchi Atalanta odrobiła straty w Bergamo w rewanżu, który miał napięty przebieg. W tamtym meczu padła też czerwona kartka dla Nikoli Milenkovicia.
Dwa lata później – Napoli na drodze do finału
Kolejny raz półfinał pojawił się dwa lata później, gdy przeszkodą w marszu do finału było Napoli. To wpisywało się w szerszy obraz dekady, w której Atalanta regularnie docierała do etapu walki o decydujący mecz.
Od „niespodzianki” do standardu
Cztery półfinały w dziesięć lat zmieniły sposób, w jaki patrzy się na Coppa Italia w Bergamo. To, co kiedyś uchodziło za niespodziankę, stało się solidną rzeczywistością. Tę zmianę widać też w porównaniu do wcześniejszego okresu, który nie dawał podobnej ciągłości wyników w pucharze.
