Marcello Ginami – fizjoterapeuta pierwszej drużyny i jedna z najbardziej stałych postaci w klubowym zapleczu – ma już 1030 meczów Atalanty „na ławce”. W rozmowie podczas spotkania autorskiego w Sotto il Monte opowiedział też o kulisach pracy w szatni i o odejściu Gian Piero Gasperiniego.
Marcello Ginami nie jest nazwiskiem z pierwszych stron, ale trudno znaleźć w klubie osobę, która widziała więcej szatni Atalanty niż on. W meczu z Hellasem Verona licznik „ławek” dobił do 1030 spotkań w barwach zespołu z Bergamo. To kolejny symbol ciągłości w klubie, bo Ginami pracuje przy pierwszej drużynie od ponad 25 lat, przechodząc przez różne epoki, trenerów i pokolenia.
Ginami pojawił się publicznie podczas prezentacji książki „Solo Atalanta. 90’. Tante vite” Dino Nikpalja i Andrei Riscassiego, zorganizowanej w Sotto il Monte. To tam opowiedział o swojej drodze do klubu i o tym, jak wygląda praca fizjoterapeuty, kiedy presja rośnie, a emocje w drużynie są największe.
1030 meczów na ławce
1030 spotkań to nie jest rekord do pobicia w jeden czy dwa sezony, tylko wynik wieloletniej obecności w samym środku codzienności pierwszej drużyny. Ginami podkreślał, że o przekroczeniu bariery 1000 meczów wiedział wcześniej, bo ktoś w klubowym otoczeniu prowadzi mu takie zestawienie. Nie zabiegał jednak o rozgłos – sam przyznał, że nie lubi być w centrum uwagi. Ostatecznie informacja i tak „poszła w świat”, a on nie ukrywał, że zwyczajnie zrobiło mu się miło.
To też dobra przypominajka, że stabilność Atalanty to nie tylko nazwiska z boiska. W klubach, które regularnie walczą o cele, ktoś musi trzymać w ryzach codzienną pracę, nawyki i atmosferę – i właśnie w tej roli Ginami od lat jest ważnym punktem.
Jak Ginami trafił do Atalanty i co robi w szatni poza „leczeniem”
Jego historia zawodowa w klubie zaczęła się w 2001 roku. Pracował wtedy w Bergamo w ośrodku Don Orione, a ówczesny klubowy lekarz miał przyprowadzać do niego zawodników na terapie. Po pewnym czasie padło pytanie, czy chciałby wejść do sztabu. Przez dwa lata łączył oba zajęcia, a od 2003 roku pracuje w Atalancie na pełen etat.
Najciekawsze w jego wypowiedziach było to, jak opisywał swoją rolę w momentach kryzysowych. Zwracał uwagę, że „zgoda” w grupie przy zwycięstwach przychodzi łatwo, ale po porażkach – szczególnie tych bolesnych albo po finałach – kluczowe jest wyczucie: kiedy rozmawiać, a kiedy odpuścić. Nawet przy standardowych obowiązkach sztabu czasem lepiej przełożyć ocenę stanu fizycznego zawodnika na następny poranek, jeśli drużyna jest emocjonalnie rozbita. Ktoś w środku musi czytać ludzi, nie tylko mięśnie i urazy.
Gasperini i jego „charakter”: spojrzenie człowieka z szatni
Ginami odniósł się też do odejścia Gian Piero Gasperiniego. Przyznał, że ze względu na sposób, w jaki doszło do rozstania, spodziewał się gwizdów, ale ostatecznie dominowały brawa i uznanie za to, co trener dał Atalancie sportowo.
W jego ocenie Gasperini nie miał łatwego charakteru, ale to nie jest wyjątek. Ginami stwierdził wprost, że nie zna szkoleniowców odnoszących sukcesy, którzy byliby „łagodni” i przywołał przykłady znanych trenerów, zaznaczając, że silne osobowości są częścią pracy na najwyższym poziomie, nie tylko w piłce. Dodał też konkretną perspektywę: 9 lat pracy jednego trenera w jednym miejscu to w dzisiejszym futbolu rzadkość.
To ważny głos, bo nie jest to opinia kogoś z zewnątrz – tylko człowieka, który przez lata oglądał ten cykl od środka i widział, jak wygląda codzienność w drużynie w dobrych i trudnych momentach.
Koszulka z Walencji: prosty gest, który stał się symbolem
Ginami zdradził również kulisy jednego z najbardziej zapamiętanych obrazów z europejskiej historii Atalanty – koszulki z napisem „Bergamo, to dla ciebie”, pokazanej przez piłkarzy po meczu w Walencji 10 marca 2020 roku.
Opowiadał, że był to wieczór naznaczony pandemią: niepewnością, chorobami w rodzinach i atmosferą, w której sport mieszał się z lękiem o najbliższych. Z relacji wynika, że pomysł powstał spontanicznie – wziął białą koszulkę i marker używany na co dzień w sztabie, napisał hasło, schował ją do torby i wrócił do niej dopiero po końcowym gwizdku. Potem podszedł do grupy zawodników na środku boiska i przekazał im koszulkę.
Takie momenty zostają z nami na lata. I dobrze wiedzieć, że czasem rodzą się nie w gabinetach, tylko w ciszy, obok codziennej pracy sztabu.
