Sto dni wystarczyło, by nowy projekt Ivana Juricia zyskał zaufanie. Jak relacjonuje Max Nebuloni ze SkySport Insider, Atalanta pod wodzą chorwackiego szkoleniowca przeszła coś, co można nazwać „rewolucją bez krzyku”. Bez medialnych deklaracji i bez spektakularnych transferów, ale z wyraźnym znakiem firmowym nowego trenera. Wątpliwości, które pojawiły się po odejściu Gian Piero Gasperiniego, dziś ustępują miejsca nowym pewnikom.
Po ponad dwóch miesiącach pracy bilans w Serie A pozostaje bez porażki. Cztery zwycięstwa i dwa remisy w sześciu meczach dają dziesięć punktów i poczucie, że start sezonu przekroczył oczekiwania. Jedyna porażka – z Paris Saint-Germain w Lidze Mistrzów – przyszła w meczu z rywalem z wyższej półki. Liczby mają jednak tylko część znaczenia. Równie ważna jest zmiana sposobu gry.
To nadal Atalanta, ale inna
Jurić nie odciął się całkowicie od spuścizny Gasperiniego. Nie próbował budować od zera, zamiast tego podjął się przebudowy istniejącej struktury. Jak zauważa Nebuloni, kluczowe różnice to większa równowaga, mniejsza impulsywność i większy porządek w defensywie. Zespół częściej ustawia się głębiej, oddaje piłkę rywalom i wykorzystuje kontratak jako podstawowe narzędzie.
Pressing nie zniknął, ale stał się bardziej selektywny. Przejście do ataku jest szybsze i bardziej bezpośrednie, z myślą o wykorzystaniu przestrzeni, a nie posiadaniu piłki dla samej kontroli. Tak było w meczach z Brugge i Como, gdzie oddanie inicjatywy rywalowi dało efekty. Styl Juricia to mniej efektowności, więcej konkretu.
Sulemana elektryzuje ten zespół
Kamaldeen Sulemana wyrósł na największe objawienie początku sezonu. Dwa gole i jedna asysta w sześciu meczach to tylko wierzchołek. Ghańczyk, który trafił do Bergamo niemal niezauważony, dziś jest podstawowym elementem układanki. Pokazuje coraz lepsze rozumienie gry, większą odpowiedzialność i umiejętność czytania sytuacji.
Po jego stronie boiska dzieje się najwięcej. Jego gra w pionie, umiejętność wygrywania pojedynków i natychmiastowego przyspieszenia dają Atalancie coś, czego brakowało w końcówce poprzedniego sezonu. Jego rola uzupełnia się z powracającym do formy Lookmanem, który odzyskał wpływ i zaangażowanie.
Młodzież dostała szansę i ją wykorzystała
Przerzedzona przez kontuzje kadra zmusiła Juricia do sięgnięcia po młodzież. W meczu z Como zabrakło ośmiu zawodników, a dodatkowo nie mógł zagrać zawieszony De Roon. To nie zniechęciło trenera. Wręcz przeciwnie. Na boisku pojawili się Lorenzo Bernasconi (21 lat) i Honest Ahanor (17 lat), który – jak opisuje Nebuloni – „nie ma jeszcze prawa jazdy, ale kieruje defensywą jak weteran”.
Obaj nie tylko nie zawiedli, ale stali się elementem rotacji. To pokazuje, jak mocno oparta na idei klubowej jest ta drużyna. Młodzi nie wchodzą w zespół jako wyjątek. Wyrastają w nim i są gotowi, gdy przychodzi ich moment.
Pauza w idealnym momencie
Październikowa przerwa reprezentacyjna przyszła w odpowiednim czasie. Pomogła zresetować zespół, odbudować kontuzjowanych i odzyskać rytm pracy. W Zingonii coraz mniej zawodników na leczeniu, a coraz więcej dostępnych do gry. Dobre nastroje widoczne są też na poziomie klubu. Luca Percassi nie krył zadowolenia w rozmowie z Sky Sport: „Jesteśmy bardzo zadowoleni z pracy Juricia”.
To jednak dopiero początek. Przed Atalantą siedem meczów w 22 dni, w tym starcia z Lazio, Milanem, Udinese i Sassuolo w lidze oraz Slavią Praga i Marsylią w Lidze Mistrzów. Ten blok zweryfikuje nie tylko fizyczną gotowość zespołu, ale też spójność stylu i odporność mentalną.
Nowa droga, bez zrywania z przeszłością
Sto dni to wystarczająco dużo, by zarysować nową tożsamość, ale nie na tyle, by wszystko odmienić. Atalanta Juricia nie przestała być sobą. Po prostu przypomniała sobie, jak zmieniać się bez utraty pewności siebie. To zespół mniej przewidywalny, bardziej elastyczny, mniej zależny od jednej idei.
